1 października 2014

No.41 Musculus sternocleidomastoideus

Sprawdzą tytułu jest ten jegomość, zwany również mięśniem mostkowo-sutkowo-obojczykowym, który zrobił niesamowitą furorę na lekcji łaciny, zajmując każdemu przynajmniej jeden pełny wers zeszytu i sprawiając, że wszyscy do tegoż przedmiotu zapałali miłością. Nie żartuję, żaden ukryty sarkazm, ni lekkiej nutki ironii - naprawdę jest to świetny język i już sobie wymyśliłam, że jak kiedyś (kieeedyś) poznam jakiegoś chłopaka, daj Boże, na studiach medycznych, na podryw pójdę po łacinie, a jak! Może przesadziłam, ale tak mniej więcej prezentuje się mój stosunek do przedmiotu. Że zacytuję nauczyciela fizyki z mej szkoły: czad, nie?

1 września 2014

No.40 We all live in a yellow submarine

Jako że nastąpił ten nieszczęsny wrzesień, pora na podsumowanie tego, co zrobiłam w wakacje (albo też nie zrobiłam, tylko sprytnie podciągam zupełnie niezwiązane z tematem rzeczy... a cicho, kto zabroni!). Ideą projektu było przeżyć niezapomniane chwile, które można by wspominać w kółko i w kółko, a jednocześnie uznać te dwa miesiące za udane oraz, co ciekawe, zaskakujące - bo gdy w czerwcu wybierałam swoje punkty do check-listy, nawet nie przyszło mi do głowy, że w sierpniu będę opisywać te, które z początku od razu skreśliłam. Choć chyba na swoim przykładzie powinnam doskonale wiedzieć, że życie lubi płatać figle.

18 sierpnia 2014

No.39 On Monday

Wczoraj podczas kąpieli na przeciwległym końcu wanny zauważyłam motyla, pospolitego, rudego, z gatunku rusałka pawik, z szeroko rozłożonymi skrzydłami. Patrzyłam na niego z lekka oniemiała, zastanawiając się, co też to stworzenie robi w mojej łazience, gdyż żadne okno nie jest otwarte i mieszkam na piątym piętrze, podczas gdy cenny strumień ciepłej wody marnował się gdzieś za mną (bojler wymierza sprawiedliwość w naszym domu, jeśli jesteś godzien, dostaniesz ciepłą, jeśli nie - myj się w lodowatej, czasem tylko puści wrzątek, by nieco dokuczyć). Gdy motyl się poruszył, udowadniając, że jest prawdziwy, dźgnęłam go stopą, by ruszył odwłok poza moją wannę. Ten jednak zamiast wylecieć do środka łazienki, wlazł pod prysznic, mocząc sobie skrzydełka, dureń, a ja z litości wzięłam go na palec i chciałam zostawić za zasłoną, na umywalce, gdziekolwiek. Przyczepił się jednak jak rzep psiego ogona i za nic nie chciał zleźć ze mnie. Zawołałam brata, coby wziął go i wypuścił na balkon, zanim zrobię krzywdę temu Bogu ducha winnemu stworzeniu. Z czystym sumieniem wróciłam pod wciąż lejący się prysznic. Kąpałam się w zimnej wodzie.