22 stycznia 2017

Krótka historia wolnego czasu

Stan bloga przez ostatnie miesiące musiał zapewne dobitnie świadczyć o stanie mojego czasu wolnego na medycynie, w cudzysłowie i sporą dawką ironii, jako doskonały przykład oksymoronu. Niezwiązani z lekarskim znajomi narzekają na swoje pierwsze kolokwium na studiach w grudniu (sic!), my śmiejemy się, pokazując kalendarz, w którym pustych pól jest jak na lekarstwo. Wykorzystujemy swoje dozwolone nieobecności na zajęciach, by się uczyć, o istnieniu wykładów większość zapomniała, a jeśli już się ktoś przejdzie, to tylko po to, by poczytać sobie anatomię. Biblioteka to nasz drugi dom, a do tego prawdziwego, hen, za lasami, wracamy jak najrzadziej, bo z rodziną jednak uczyć się nie da. Tym bardziej, gdy grupuje się wokół atlasu i ze szczerym zdziwieniem wykrzykuje: Ale tu tylko tytuły rozdziałów są po polsku! Patrzą z przerażeniem w oczach, gdy uświadamiamy im, że nie, anatomia nie trwa sześć lat, bynajmniej, i chyba zaczynają się poważnie zastanawiać, czy posiadanie potencjalnego lekarza w rodzinie przeważa nad chęcią wezwania egzorcysty (przecież żadne boskie stworzenie nie przyswoiłoby tyle informacji w tak krótkim czasie!).

14 października 2016

Witamy na Uniwersytecie Magicz... ekhem, Medycznym

Lekki ucisk w żołądku, szybsze bicie serca, porcja adrenaliny we krwi. Rozglądasz się po sali, widzisz setkę ludzi z podobnym błyskiem w oku, z podobną mieszanką niepewności, nadziei i czystej ciekawości, czekających na chwilę, która da odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy te godziny spędzone w książkach na coś się opłaciły, czy faktycznie jesteśmy w miejscu, do którego tak długo dążyliśmy, czy osiągnęliśmy to, co postawiliśmy sobie za cel? Pierwsze spotkanie z władzami uczelni, pierwsze informacje - pierwsze odczarowanie tej mistycznej medycyny, która, jeszcze przed miesiącem zupełnie nieodgadniona, nagle stała się czymś... ludzkim.

4 września 2016

20 mg ciekawości, 3 mg trwogi, 0.5 mg nostalgii

I zaczął się wrzesień. Nie twierdzę, miło jest sobie chodzić przed południem po świecie z myślą, że jeszcze rok temu mogłabym o tej porze zwiedzić co najwyżej świat zamknięty w granicach szkolnych włości. Jeśli jednak ktokolwiek myśli, by z tej racji człowiek czuł się wewnętrznie jakoś szczególnie szczęśliwszy, to muszę rozczarować; wrzesień nie bardzo się różni od sierpnia czy lipca, bywa tylko ciut chłodniej. A poza tym to kolejne dni wakacyjnej rutyny, która z jednej strony jest zatrważająco przyjemna (ach, ten brak potrzeby intelektualnych wyzwań!), z drugiej - ciut trąci nudą. Ludzie mnie wyśmieją, jak można przecież narzekać na nadmiar czasu wolnego! Cóż, przesyt bywa uciążliwy i chociaż za miesiąc będę przeklinać na to, co mówię teraz, to mimo wszystko brakuje mi produktywności i wrażenia, że wstaję rano w jakimś konkretnym celu.