Uwaga, retrospekcyjnie, w rytm muzyczki od Dundersztyca. Sp. zło.o.(m) z antler na czele wybrała się na podbój Hogwartu Liceum Ogólnokształcącego. Nie było łatwo, już teraz nagrabiła sobie u woźnej, przychodząc parę minut przed zamknięciem i jeszcze kierując się w zupełnie innym kierunku (by podłożyć parę posłuchów i kamer oraz zostawić paczkę od Al Kaidy, of course, chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, że się zgubiłam. Logiczne), co jednak nie uszło uwadze dzielnej pracownicy szkoły. Podbój zakończył się klęską, więc jedyne, co pozostało do zrobienia, to sprawdzenie listy przyjętych.
Tu zaczynają się cywilizacyjne schody (ruchome) - gdzie tam, jakie oczekiwanie na początek roku, poznanie ludzi na żywo, skoro można sprawdzić ich zdjęcia i polubienia na fejsbuku. Myślałam, że uda mi się wygrać z pokusą stworzenia sobie elektronicznego pierwszego wrażenia, ale marne były to nadzieje - jednak w myśl nie oceniaj książki po okładce, nie podzielę się z nikim moimi przypuszczeniami, nie będę zapeszać.
Bardziej przerażają mnie tworzone grupy dla każdej klasy, gdzie ludzie planują spotkać się i poznać jeszcze w wakacje...
Takie tam pieprzenie o niczym. Połowa wakacji za mną, a nie spotkało mnie jeszcze nic, co sprawiłoby, że mogłabym uznać je za udane. Nudzę się, a nuda źle mi robi.
Chyba pójdę porozdawać ulotki, przeżywam wewnętrzny kryzys, a trochę grosza zawsze się przyda. Nie potrafię leżeć tak bezczynnie brzuchem do góry - nawet mieszkanie wysprzątałam; źle ze mną, muszę się czymś zająć, a w internetach nic nie ma. Prawie nic.
![]() |
Prostacki humor zawsze lepiej wchodzi na znudzony mózg. |