Jadę rowerem do miasta (koniec uroków biletu miesięcznego, a tych pięciu złotych w jedną stronę to jednak szkoda). Beztrosko podskakuję na wybojach, już sama nie wiedząc, czy lepszej jakości jest pseudo-chodnik, po którym chodzenie jest sztuką przekazywaną od pokoleń, czy też asfalt, po którym świeżo po wylaniu musiał niegdyś przejechać traktor, pozostawiając wyjątkowej urody koleiny. Zmieniam przerzutkę. Trzask, zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt. No tak, dawno mi przecież łańcuch nie spadł, najwyższa pora!
30 maja 2016
4 maja 2016
No.60 The game is on
Skończyłam szkołę, przeżyłam majówkę, ujrzałam to smutne 0 na zegarze maturalnym, obudziłam się godzinę przed budzikiem. I dopiero wtedy stres wziął górę. Weszłam na salę o drżących nogach, otworzyłam arkusz, niemal zaśmiałam się na widok IV części Dziadów.
Polski chyba zdałam.
A teraz wracam do prawdziwych przedmiotów.
27 lutego 2016
No.59 Sixty six days left
Moja codzienność jest niemal tak ciekawa jak bezpłciowe rozmnażanie mszaków, przy czym mszaki prowadzą nieco bardziej zaawansowane życie towarzyskie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
