5 maja 2015

No.51 Blooming chestnuts

Okres maturalny się zaczął, a ja przyłapuję się na tym, że podśpiewuję sobie pod nosem Już za rok matura.  Nieco przerażająca wizja, ale z drugiej strony chciałabym mieć już to wszystko za sobą, gdy tylko jeden mi skrzeczy nad uchem uu, jedna noga w klasie maturalnej, inny kupuje kolejne zbiory zadań, zaczynają się chwalić, że a, wszystko mam porobione, może sobie teraz Personę zacznę albo też ile oni tego nie zrobili na korepetycjach. Choć jestem odporna, bo nie wierzę w mit, że korepetycje plus tryliardy książek równają się miejscówce na medycynie, to chcąc nie chcąc, coraz bardziej popadam we frustrację. A już zwłaszcza, że chcą ode mnie planu działania do pracy badawczej na tydzień temu, którego nie mogę ułożyć, bo nie wiem, na ile materiał jest trwały, ile mogę go dostać i czy mogę eksperymenty przeprowadzać w warunkach domowych, czy laboratoryjnych, do czego potrzebuję konsultacji z ośrodkiem, z którym skontaktować się nie mogę, bo tak to jest, gdy się wysyła pośrednika. Agrr.

25 marca 2015

No.50 Face to face with my future

Na zewnątrz (by pogodzić tych, co wychodzą na dwór z tymi, co na pole) dwadzieścia stopni na plusie (ale to chyba wynik nieco naciągany, powiedzmy, że koło siedemnastu), nikt nie przejmuje się tym, że wieje dotkliwy wiatr, bo każdy z niebywałą przyjemnością wyciąga twarz do słońca. Nic, tylko spacerować, podziwiać piękno natury... a ja co? A ja siedzę w pobliskim szpitalu - i z uśmiechem patrzę na spacerujących za oknem ludzi, ciesząc się, że nie jestem na ich miejscu; bo zdecydowanie wolę pocić się białym kitlu. Tak, antler w białym kitlu! Jednak, ku szczęściu pacjentów, to było tylko chwilowe i wszyscy uszli z życiem. Skąd jednak taka sytuacja? Ano stąd, że skorzystałam z okazji, jakim jest Dzień Przedsiębiorczości, by poznać interesującą mnie dziedzinę od środka.

14 marca 2015

No.49 Hello Spring!

Już od pewnego czasu oficjalnie jestem pełnoletnia - nie czuję jednak w związku z tym jakiejś większej zmiany, ot, dzień jak co dzień, jedynie musiałam wniosek o dowód osobisty złożyć, cała moja dorosłość. Nawet szczególnie imprezy nie robiłam, pewnie dlatego, że to nie moje klimaty, ale nawet tej niewielkiej garstki znajomych na herbatę zapomniałam zaprosić. Tylko znaczącą zmianą było to, że teraz nie miałam jak się wymigać od wypicia za zdrowie pradziadka i nieznacznie zamoczyłam usta tylko w, na szczęście, niewinnym szampanie - moja wątroba została zachowana w całości i czystości. Jeśli ktoś mi powie, że jestem nienormalna, bo pierwszy (i jedyny) raz alkoholu spróbowałam w tydzień po osiemnastce, to... hm, no nie wiem, przytaknę, bo co innego mam zrobić? Ku swemu szczęściu nie pretenduję jednak do normalności, więc jest dobrze!