2 kwietnia 2014

No.31 Endorphins

Byłam na wykładzie o nowotworach. I choć był niezmiernie ciekawy, onkologię wyrzucam z listy możliwych specjalizacji (jakbym już jej wcześniej nie skreśliła). Piękne „indiańskie ścieżki” raka zrazikowego, te cudowne szczegółowe fotografie najgorszych stadiów, ach. Ale przynajmniej doktorom udało się względnie zmniejszyć ilość przyszłych potencjalnych pacjentów...

16 marca 2014

No.30 ...days

Nie jestem typem człowieka z kompleksami. Nigdy nie miałam szczególnych uprzedzeń do własnego ciała, nie przeszkadzały mi żadne defekty, bo wychodziłam z prostego założenia: są rzeczy, których zmienić nie można i człowiek nie ma na nie wpływu, jedynie pozostaje mu pogodzenie się z rzeczywistością. Na nieszczęście jestem jednak ofiarą alergii, które jako miejsce żerowania wybrały sobie (a miały przecież tyle możliwości!) skórę. Póki jeszcze była to skóra na nogach, rękach, nie wiem, stopach(?), było w porządku - w końcu są to części do ukrycia - lecz, kiedy jak na złość wylazły na twarz, wysuszając ją fragmentami na wiór, nie powiem, z lekka się wkurzyłam. Niby smaruję, zażywam prochy, jednak poprawy nie widać, a do lekarzy chodzić nie chcę i nie lubię - akurat komu, jak komu, ale moim dermatologom nie ufam już ani trochę po tym, jak jeden przepisał mi zwykły balsam do ciała za fortunę, a drugi leczył miesiącami coś, co okazało się zwykłym krwiakiem do wycięcia chirurgicznego, a nie traktowania kolejnymi drogimi maściami (albo jak wtryniłam się w kolejkę, z czego nadal mam traumę).

9 marca 2014

No.29 Purge

Choć zawsze byłam przekonana o tym, że nie składuję gratów i wyrzucam wszystko to, co nie jest mi potrzebne, nigdy nie starczało mi na wszystko miejsca. A tu jakieś pudełko po butach z kartkami pocztowymi, a tu szkatułka z duperelami, których szkoda się pozbyć, a tu stosy zeszytów ze starymi opowiadaniami, wspomnieniami, pamiętnikami (a niektóre to typowe pamiętniczki z wierszykami od całej grupy jeszcze z przedszkola!), a tu pojemnik z zawartością o charakterze „może się przydać”. Zostawiałam to, „bo sentyment”. Głupota. Wyszłam z założenia, że coś, z czego przez przynajmniej pół roku się nie korzystało i nie widziało na oczy, na pewno nie jest niezbędne i można bez tego żyć. I tym sposobem przeprowadziłam dokładne czystki, zostawiając jedynie to, co faktycznie jest przydatne, oraz pudełko z całą masą różnorodnych przedmiotów, które pozostały mi po harcerstwie. Czasem lubię je otworzyć, poczytać listy ze zbiórek, kartki z zadaniami, rekwizyty. Odnalazłam nawet swój stary mundur, którego koszulę i chustę schowałam do osobnego kuferka, by dogorywały tam w spokoju (nadal nie jestem pewna, czy ktokolwiek prał to po tym, jak już odeszłam, ale nawet tak nie śmierdzi, jedzie jedynie starością i składnicą harcerską, więc nie jest źle).