Jest i Nowy Rok, piękny, lśniący, nieskalany 2016. Postanowienia? Dać z siebie wszystko, by później nie móc sobie zarzucić niekonsekwencji i niczego nie żałować. Uparcie dążyć do wyznaczonych celów i nie zniechęcać się porażkami. Spełniać się we wszystkim co robię i nie patrzeć na świat jak na największego wroga. Nie patrzeć na siebie jak na największego wroga. Doceniać to, co mam. A przede wszystkim - nie poddawać się.
2 stycznia 2016
17 grudnia 2015
No.57 We're only dreamers, plan makers and schemers
Nie pytajcie mnie, jakim cudem nagle z października zrobił się grudzień. Sama zastanawiam się nad tym fenomenem, z niepokojem obserwując kolejne przekładane kartki w kalendarzu. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. I, cholera, rok się kończy! Rok, w którym w portfelu przybyły mi dwie nowe plakietki - tak, udało mi się zostać pełnoprawnym kierowcą i to za pierwszym podejściem (do teraz nie do końca wierzę, że to faktycznie był tylko raz, nadzwyczaj podejrzanie to brzmi). Co prawda, co ja przeżyłam w tej poczekalni, a później za kierownicą, podnosząc temperaturę w aucie o dobrych kilka stopni, to moje, zwłaszcza gdy przy wyjeżdżaniu z parkingu za kolejną próbą, o mało nie zahaczyłam samochodu obok. A ruszając, poczułam, że egzaminator trzyma mi sprzęgło... Byłam pewna, że właśnie zakończyłam swój egzamin, ale, o dziwo, jechaliśmy dalej. Na koniec przyczepił się tylko do zbyt późnego skrętu, co było kompletną bzdurą, ale kłócić się nie zamierzałam. Ale jak to, serio, to nie pragnie mnie pan oblać? Porwałam szybko papierek i uciekłam zanim zmieniłby zdanie. Zniknąwszy mu z oczu, sprawdziłam, czy na pewno dobrze zrozumiałam i po rozszyfrowaniu bohomazów doszłam do wniosku, że pierwsza litera wężyka to chyba jednak jest to upragnione P. Miły prezent na Święta, będę mogła jeździć dokupywać uszka do barszczu w Biedronce. O ile wcześniej nie doświadczę bliższego spotkania z drzewem. Ewentualnie rowem. Albo stróżem prawa - nie ma śmiechu, jako osoba notowana jestem stale na celowniku.
24 października 2015
No.56 Time flies
Niby ma się wrażenie, że początek roku szkolnego był całkiem niedawno, a tymczasem okazuje się, że już dwa miesiące minęły, a wcale nie wydaje mi się, bym przez ten czas w jakikolwiek sposób zbliżyła się do matury - natomiast matura zdecydowanie zbliża się do mnie. Nadal odnoszę wrażenie, że w głowie panuje mi zupełny chaos co do tego, jak powinna prezentować się moja wiedza czy też sposób jej ugruntowania. A żeby było weselej, z każdego tygodnia kurs na prawo jazdy kradnie mi przynajmniej z sześć godzin plus czas oczekiwania, czyli jakby nie było mam w plecy godzin prawie dziesięć. Trochę to dobijające, ale może z drugiej strony po zdaniu egzaminu (trzymajcie kciuki, by za pierwszym razem i żeby zdążyć przed nowymi przepisami!) nareszcie odetchnę i znajdę czas na powtórki - bo póki co, noc mnie wita jeszcze zanim skończę naukę do materiału bieżącego, o czymkolwiek dodatkowym już nawet nie wspominając. A do późna nad książkami siedzieć nie umiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)