1 września 2014

No.40 We all live in a yellow submarine

Jako że nastąpił ten nieszczęsny wrzesień, pora na podsumowanie tego, co zrobiłam w wakacje (albo też nie zrobiłam, tylko sprytnie podciągam zupełnie niezwiązane z tematem rzeczy... a cicho, kto zabroni!). Ideą projektu było przeżyć niezapomniane chwile, które można by wspominać w kółko i w kółko, a jednocześnie uznać te dwa miesiące za udane oraz, co ciekawe, zaskakujące - bo gdy w czerwcu wybierałam swoje punkty do check-listy, nawet nie przyszło mi do głowy, że w sierpniu będę opisywać te, które z początku od razu skreśliłam. Choć chyba na swoim przykładzie powinnam doskonale wiedzieć, że życie lubi płatać figle.

18 sierpnia 2014

No.39 On Monday

Wczoraj podczas kąpieli na przeciwległym końcu wanny zauważyłam motyla, pospolitego, rudego, z gatunku rusałka pawik, z szeroko rozłożonymi skrzydłami. Patrzyłam na niego z lekka oniemiała, zastanawiając się, co też to stworzenie robi w mojej łazience, gdyż żadne okno nie jest otwarte i mieszkam na piątym piętrze, podczas gdy cenny strumień ciepłej wody marnował się gdzieś za mną (bojler wymierza sprawiedliwość w naszym domu, jeśli jesteś godzien, dostaniesz ciepłą, jeśli nie - myj się w lodowatej, czasem tylko puści wrzątek, by nieco dokuczyć). Gdy motyl się poruszył, udowadniając, że jest prawdziwy, dźgnęłam go stopą, by ruszył odwłok poza moją wannę. Ten jednak zamiast wylecieć do środka łazienki, wlazł pod prysznic, mocząc sobie skrzydełka, dureń, a ja z litości wzięłam go na palec i chciałam zostawić za zasłoną, na umywalce, gdziekolwiek. Przyczepił się jednak jak rzep psiego ogona i za nic nie chciał zleźć ze mnie. Zawołałam brata, coby wziął go i wypuścił na balkon, zanim zrobię krzywdę temu Bogu ducha winnemu stworzeniu. Z czystym sumieniem wróciłam pod wciąż lejący się prysznic. Kąpałam się w zimnej wodzie.

21 lipca 2014

No.38 Lucky beggar

Wszystko zaczęło się od tego, że zdecydowałam usiąść w autobusie - jak zazwyczaj tego nie robię, zestresowana w związku z przykrymi doświadczeniami z ustępowaniem miejsca starszym (bo jak tu nie poczuć się głupio, gdy taki staruszek, któremu chcesz oddać siedzenie, zapiera się rękami i nogami, byle tylko nie skorzystać; a nadal siedzieć to już nie wypada), tak tym razem, stwierdziwszy, że jest na tyle wolny autobus, że stojąc, z pewnością zwrócę na siebie uwagę, usiadłam. Nie mogło z tego wyjść nic dobrego, bo tak się złożyło, że niefortunnie znalazłam miejsce tyłem do kierunku jazdy (cześć, to moja choroba lokomocyjna, chorobo, przywitaj się z innymi). Gorzej, gdy ostatecznie doszłam do wniosku, że te kilka przystanków przeboleję i już nie ma co wstawać - i w tym momencie pojawia się Pasażerka.